Kuchnia bez pośpiechu: 5 rytuałów, które robię zanim zacznę gotować

Kuchnia bez pośpiechu: 5 rytuałów, które robię zanim zacznę gotować

Czasem mam wrażenie, że kuchnia stała się kolejnym polem bitwy. Presja czasu ("szybki obiad!"), presja zdrowia ("czy to jest fit?"), presja oczekiwań ("czy będzie im smakować?"). Codzienny maraton, który kończy się nerwowym włączeniem palnika.

Ale przecież nie musi tak być.

Odkąd pamiętam, kuchnia była dla mnie schronieniem. Miejscem, które ma swój własny, spokojny rytm, niezależny od chaosu za drzwiami. To mój naturalny punkt powrotu do siebie, kompas, który zawsze wskazuje "teraz".

Zanim jednak woda w garnku zacznie wrzeć, zanim nóż dotknie deski, robię kilka drobnych rzeczy. To moje małe, prywatne kuchenne rytuały, które kotwiczą mnie tu i teraz, zmieniając zwykłe "robienie obiadu" w świadome gotowanie.

1. Rytuał oddechu nad pustą deską

Zanim wyjmę warzywa, kładę na blacie moją ulubioną, ciężką, drewnianą deskę. Staję przed nią i kładę na niej dłonie. Czuję jej chłód, gładką (lub porysowaną życiem) fakturę. I biorę trzy głębokie oddechy. Wdech - zostawiam za sobą maile, pośpiech i hałas mijającego dnia. Wydech - jestem tu. To moment, w którym symbolicznie "melduję się" w mojej przestrzeni, gotowa do tworzenia.

2. Krótki "przegląd zapachów"

Zanim zdecyduję ostatecznie, czym doprawię danie, robię coś, co nazywam "przeglądem zapachów". Otwieram słoiczek z kminem rzymskim i wdycham jego ziemisty aromat. Otwieram cynamon. Wącham suszony tymianek, rozcierając go w palcach. To nie jest szukanie przepisu, to pytanie rzucone w przestrzeń: "czego dziś potrzebuje moje ciało?". Czasem to właśnie zapach jednej przyprawy decyduje o całym kierunku gotowania.

3. Czułe przygotowanie przestrzeni

Nie znoszę gotować w chaosie. Ale nie chodzi mi o sterylne sprzątanie w pośpiechu, tylko o "zrobienie miejsca". Przecieram blat wilgotną ścierką, powoli. Wynoszę niepotrzebne kubki. Ustawiam miseczkę na obierki i małe miseczki na pokrojone składniki (kucharski mise en place). To jak przygotowanie sceny dla aktora - wszystko musi być pod ręką, by potem nie przerywać płynnego tańca, jakim jest spokojne gotowanie.

4. Wybranie "bohatera dnia"

Zanim zacznę siekać wszystko mechanicznie, wybieram jeden składnik - "bohatera dnia". Dziś jest nim burak. Zamiast od razu wrzucać go do obierania, przyglądam mu się przez chwilę. Czuję jego ciężar w dłoni, chropowatą skórkę, intensywny kolor. Myślę o ziemi, z której wyrósł. To gest pełen szacunku, który zmienia moje uważne gotowanie z obowiązku w dialog z naturą.

5. Ustawienie nastroju i intencji

Gotowanie to dla mnie całe doświadczenie sensoryczne. Zanim włączę palnik, włączam muzykę - dziś spokojny jazz albo tylko ciszę przerywaną dźwiękiem lodówki. Zapalam małą lampkę nad blatem, bo lubię ciepłe, punktowe światło. I ustalam intencję. Dziś gotuję powoli. Dziś chcę, by to danie było odżywcze. To intencjonalne gotowanie - ustalam scenariusz, w którym to ja decyduję o rytmie, a nie zegar na ścianie.

Pięć prostych gestów. Żaden z nich nie zajmuje dłużej niż minutę, a razem tworzą bufor między pędzącym światem a spokojem mojej kuchni. Zanim padnie komenda "start" i usłyszę skwierczenie oliwy, ja już tam jestem - obecna, spokojna, gotowa. Choć tak naprawdę, to tylko inspiracje, nie żelazne reguły. Są dni, kiedy robię tylko jeden z nich - ten, którego akurat najbardziej potrzebuję. Bywają też takie, gdy wpadam do kuchni i od razu chwytam za nóż.

Gotowanie bez pośpiechu to najprostsza forma mikromedytacji, dostępna każdego dnia. To kuchnia mindfulness, która karmi ciało i koi duszę.

Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.

Kup mojego e-booka pełnego świątecznych przepisów

50 przepisów na Święta do AIR FRYERA + dodatek GRATIS, lista akcesoriów, tabele przeliczeń i zamienników + wygodna wersja do druku. To wszystko tylko za 49 zł - kup e-booka i zadbaj o spokojne Święta!

KUP TERAZ